Moja starsza córka jedzie sama pociągiem.

Moje starsze dziecko dwa dni temu pojechało samodzielnie pociągiem. Ależ to było dla mnie przeżycie. Uuuuu… powiem Ci, że emocje po kokardę. Co ciekawe, kiedy zwierzyłam się z tego pomysłu rodzinie, część z nich przyklasnęła. Pozostała część zdrętwiała ze strachu. Oczywiście kiedy młoda szczęśliwie dojechała, wszyscy byli dumni, a nawet mówili: „a nie mówiłem??”

Potwierdziło to tylko to, nad czym ostatnio pracuję.

Kierujemy się dwoma głównymi filtrami. Wszystkie nasze działania i niedziałania, wszystkie oceny sytuacji, wszystkie przewidywania, plany są przepuszczane przez te dwa filtry.

Pierwszy to emocje. A tu mamy tylko dwie: miłość pełna zaufania i lęk, w którym zaufania brak.

Drugi to przekonania. Jakie? Sama musisz odkryć, to którym się kierujesz.

Przez wiele lat moimi wyborami i działaniami sterował lękiem. Lęk trzymał mnie i innych. Bałam się, że nie dam rady i bałam się, co będzie jeśli dam radę. W obu przypadkach lęk pytał: i co wtedy zrobisz?

Kiedy jest lęk, to nie ma zaufania. Do siebie. Do życia.

Całe lata słuchałam głosu w głowie, który mówił, że nie dam rady i że to się nie uda. A z pewnością, jak coś pójdzie dobrze, to za rogiem coś się zawali.

Najgorsze jest to, że ja baaardzo długo nie byłam świadoma tych dwóch filtrów. Wydawało mi się, że kieruję się empatią, dobrocią i miłością. Wydawało mi się, że idę jak burza i zawsze daję radę.  Ale jakim to było wysiłkiem i kosztem. Żeby zamaskować lęk, na chwilę nie czuć. I żeby działać pomimo niewspierającego głosu w głowie. A nie o to chodzi.

Nie na tym polega życie, żeby nie czuć i żeby robić na siłę. Wiosłować pod prąd i udawać, że nie jest Ci zimno i nie chłosta Cię deszcze.

Życie nie polega na mocowaniu się. Ze sobą. Z innymi. Z wydarzeniami.

Życie nie polega na mocowaniu się Życiem.

Można płynąć łagodnie, sterując w dowolnie wybranym kierunku, kiedy wiatr, fale i prądy nam pomagają.

Wiesz co się u mnie zmieniło?

Po pierwsze odnalazłam te dwa filtry, przez które patrzyłam na świat. Uświadomiłam sobie, że kieruję się lękiem, bo nie mam zaufania. I odnalazłam stos przekonań, który mnie totalnie nie wspierał. I zaczęłam nad tym pracować. Świadomie. Krok po kroku.

Dzięki tej pracy, mimo podszeptów umysłu, było w moim sercu zaufanie, że moja starsza sobie poradzi. Że nie tylko ona zrobi, co ma zrobić, ale również Wszechświat będzie nad nią czuwał.

Nie ma bowiem żadnego powodu, dla którego Życie miałoby nie wspierać. Opuścić. Zostawić.

Praktycznie wyglądało to tak:

  • dzień wcześniej przejechałam się pociągiem z córką.
  • wydrukowałam jej plan podróży i stacje
  • samodzielnie kupiła bilet i sprawdziłam dojście na właściwy peron
  • miała załadowaną komórkę w razie „W”, zna mój numer na pamięć
  • dostała ode mnie słowa wsparcia: poradzisz sobie, zaufaj, słuchaj serca i myśl co robisz. Zawsze możesz poprosić kogoś o pomoc

A na koniec ja pomodliłam się do Wszechświata słowami: chroń, opiekuj się i wpieraj moją córkę w podróży. Spraw aby bezpiecznie dotarła na miejsce Dziękuję.

Zrobiłam to z poziomu serca, a nie tylko klepania wyuczonej gadki.

Czym naprawdę się kierujesz? Miłością czy lękiem?

Jakie myśli o świecie, życiu i sobie samą Tobą kierują, Twoimi wyborami?

Odkryj to.

Wydobądź na światło dzienne.

Tylko wtedy możesz zacząć coś z tym robić.

W kolejnym wpisie napiszę o tym, jak lęk podszywa się po miłość.


Dziękuję, że mnie czytasz. Zostaw jakiś ślad po sobie w komentarzu, ok?

Więcej znajdziesz tutaj:

Facebook

Grupa na Facebooku

Instagram

2019-01-05T12:57:11+00:00

Zostaw komentarz